Gdy weselisko dobiegło końca, wybierała się również Wyjechać, z żalem obchodząc kąty, w których tyle lat żyła...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Pamiętając własne szczęście chciała je w spadku po sobie ostawić tej, która jej miejsce miała zająć. Nadeszła przypadkiem na rozmowę Bolka z Jaskotelem i odezwanie się Jaskotela ukłuło ją. Sama podejrzewała, że Jaskotel żeni się, posłuszny woli ojca, lecz że Wrochnę lubiła, bo i trudno było nie lubić miłej i pięknej dziewczyny, myślała, że Jaskotel o Geilanie przy niej zapomni i będzie takim mężem, jakim Audun był dla niej. A że porywcza była Zbisława, nie wstrzymała jej obecność młodego księcia, tyle chyba jeno, że Jaskotel przez łeb nie dostał, co by go niechybnie w innym razie spotkało.
Zawstydziła się jednak i zwracając się do księcia rzekła:
- Wybaczcie, panie, ale gdy ojca nie stało, a Jaskotel głupi jest, jak był, ja dopilnować muszę, by starego Wyszkota ujma w jego dziecku nie spotkała i niechęć miast swojackiej życzliwości z tego związku nie wyszła.
Jaskotel zmieszany bÄ…knÄ…Å‚:
- Przecie i ojciec na wyprawy jeździł, póki mógł i na dwór do kniazia. Nie wrosnę przeto korzeniami w ziemię, żem się ożenił.
- Nie wyjechał, by mnie o zgodę nie zapytał. Nawet ten ostatni raz, co już jeno na swój pogrzeb wrócił. - Ostry głos Zbisławy załamał się jakoś, lecz odchrząknąwszy ciągnęła:
- Kniaź ci konie przygotować kazał, może ja albo Wrochna mamy je objeżdżać?!
- Przecie Wilczek jest w domu, a i Michał też by już wydolił.
- Michała ze sobą biorę, a Wilczek z kniaziem Bolkiem pojedzie, jeśli kniaź miłościwie pozwoli. Nie będzie mu gorzej służył niż ty.
Skłoniła się przed Bolkiem i dodała:
- Tęższy nawet od Jaskotela, a w głowie ma lepiej, Czas mu zacząć wojować. Pozwólcie mu jechać, panie, nie pożałujecie. Bolko, czując, że rozmowa druhowi jego miła być nie może, by skończyć ją, odparł:
- Słusznie, by Jaskotel przy młodej żonie ostał, choć mi bez niego cnić się będzie. Wilczka wziąłbym chętnie, ale muszę jechać zaraz, a jemu do wyjazdu pewnie przygotować się potrzeba.
- Jeno mu na koń siadać. Wiedziałam, że zezwolicie, toboły spakowane, konie i oręż gotowe.
- Tedy jedźmy nie mieszkając - rzekł Bolko i skinąwszy Zbisławie głową, ku stajniom ruszył, gdzie już orszak jego i koń stały w pogotowiu. Zbisława zaś, odwróciwszy się, weszła do domu, by Wilczka wyprawić i ostatnich przygotowań do jego wyjazdu dopilnować.
W ciemnej sieni poczuła, że ktoś ją za dłoń uchwycił całując i usłyszała zduszony łzami głos Wrochny:
- Dziękuję wam, pani matko!
- Nie płacz i udawaj, żeś nie słyszała - szepnęła Zbisława miękko, przytulając synową. - Kiedym tu przyjechała, więcej niż ćwierć wieku temu, powiedziałam sobie, że szczęście tu mieszkać musi. I mieszkało! A teraz, kiedy się moje skończyło, twoje się ma zacząć.
- Nie zaczęło się - ledwie dosłyszalnie szepnęła Wrochna.
Zbisława nogą tupnęła w nagłym porywie złości.
- Musi się zacząć, kiedy mówię! - a gdy Wrochna jeno głośniej szlochać zaczęła, dodała łagodniej, choć z pewnym zniecierpliwieniem: - Niczego w życiu nie wypłaczesz, chyba oczy. Młodych szkoda na to. Widzisz! Mnie już wolno płakać, a nie płaczę.
Ale Wrochna widziała, jak stara oczy otarła ukradkiem, zanim dodała:
- Nie lubi nikt smutku, a najmniej cudzego. Chciałaby każda takiego męża dostać jak Jaskotel. Drugiego takiego nie najdzie. Chyba może Wilczek. A pędziwiatr jest, bo go niewiasty rozpuściły.
Twoja rzecz go przytrzymać.
- Jakoże go przytrzymam, kiedy on inną w sercu nosi? - rzuciła Wrochna smutno.
- Nosi, nie nosi - odparła Zbisława niechętnie. - Urody ci też nie brak, a wieczorem zajdź do mnie, to ci powiem, jakie czary na chłopa najsilniejsze. Teraz czasu nie mam, bo Wilczka wyprawić muszę. Twarz umyj, by cię Jaskotel zapłakaną nie widział. To rzekłszy pobiegła dopilnować Wilczkowego wyjazdu.
 
 
VIII
Dar Lubora
 
Bolko, nie wracając do Poznania, ruszył przez Śrem i Ląd, by dostać się do krakowskiego gościńca. Pogoda sprzyjała podróży, jeno upał doskwierał, podróżował tedy rankami i wieczorami, w południowych godzinach stając na dłuższe popasy. Książę konie gnał tak, że szczupły orszak z trudem mu nadążał i trzeciego dnia z rana popas wypadł mu już niedaleko Kalisza. Rozłożyli się obozem, w olszowym gaiku, opodal gościńca, a parobcy konie powiedli do niezbyt odległej Prosny, by napoić je i wypławić. Bolkowi w cieniu drzew namiot rozbito, lecz że duszno w nim było, wyszedł i legł na trawie.
Patrzył przez gałęzie na wiszące nad głowami niebo, zatopiony w myślach, mało zwracając uwagi na to, co się wkoło niego dzieje. Poszedł za radą Jaskotela i nic nie mówił z ojcem o jego zamierzonym małżeństwie. I ojciec nie rzekł mu nic, jeno te słowa na wyjezdnym, z których nie ulegało już wątpliwości, że żonę z podróży przywiezie. Bolko z góry czuł do niej niechęć, jako do macochy i jako do tej, co jego prawom przeszkody postawić mogła. Nigdy przedtem na myśl mu nie przyszło, by walczyć miał kiedyś nie o rozszerzenie ojcowego dziedzictwa, lecz o jego utrzymanie. Plany, jakie roił w młodzieńczej głowie, sięgały poza granice ojcowego państwa, ale na ich wykonanie sił było potrzeba, wszystkich, nie rozdartych wewnętrznymi walkami. Życie, które mu się do niedawna prostym wydawało, wikłało się panowanie, do którego nawykł już w myślach, przestało być rzeczą łatwą i przyjemną, a nawet pewną.
Lżej by mu było, gdyby pomówić mógł z kimś. Żałował, że mimo wszystko nie zabrał ze sobą Jaskotela. Wilczek mu przyszedł na myśl, choć z nim o tych sprawach mówić nie mógł. Niewiele słów z nim dotąd zamienił, zajęty własnymi myślami. Samotność ciężyła mu. Wstał, by Wilczka zawołać, i wyszedłszy z kępy krzów obejrzał się za młodym wojakiem. Wzrok jego padł na biegnący nad rzeką gościniec. Z dala widać było nadjeżdżający jakiś orszak zbrojny. Bolko ręką oczy przysłonił od blasku i patrzył przez chwilę. Gdy się zbliżali, na pachołka krzyknął, by skoczył do gościńca zapytać, co za jedni.
Pachołek, dobiegłszy, orszak zatrzymał i z jadącym na czele, widocznie dowódcą, coś rozmawiał. Po chwili orszak zjechał z gościńca i skierował się ku olszynie. Gdy się zbliżył, jezdni zeskoczyli z koni, dowódca zaś skierował się ku Bolkowi. W nadchodzącym Bolko poznał ze zdziwieniem Lubora, którego raz widział w Poznaniu.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….