ście gotowi do startu? - Jak nigdy...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

- Świetnie. - Solo jeszcze raz wyjrzał przez iluminator i otworzył pokrywę luku towarowego. - No, to jazda.
Luke odwrócił głowę we wskazanym przez Hana kierunku. Z początku widział jedynie rozrzucone gdzieniegdzie
gwiazdy, oślepiająco jasne na tle otaczającej je czerni. Ale po chwili dostrzegł także łagodny blask świateł statku. Wbił
wzrok w pustą przestrzeń pomiędzy jasnymi punkcikami, starając się w myślach zobaczyć kształt pojazdu; i nagle w jego
umyśle powstał bardzo wyraźny obraz.
- To rzeczywiście jest pancernik.
- A tuż za nim kolejny - rzekł Solo. - I jeszcze trzy nieco poniżej i na prawo.
Skywalker skinął głową na znak, że je zauważył. Przeszedł go dziwny dreszcz. Flota Katańska. Dopiero teraz uświa-
domił sobie, że tak naprawdę to nie bardzo wierzył w jej istnienie.
- Który sprawdzimy najpierw? - spytał.
- Może po prostu ten najbliższy - zasugerował Han.
- Nie - powiedział wolno Jedi, starając się sprecyzować dziwne uczucie, które nim owładnęło. - Nie. Zajrzyjmy ra-
czej... do tamtego. - Wskazał ręką światła widoczne kilka kilometrów dalej.
- A jest po temu jakiś szczególny powód?
- Trudno mi powiedzieć - wyznał Skywalker.
Poczuł na sobie przenikliwe spojrzenie przyjaciela.
W końcu Solo wzruszył ramionami.
- Dobrze. Nie ma sprawy. Możemy podlecieć do tamtego. Wedge, słyszałeś wszystko?
- Tak - potwierdził Antilles. - Będziemy was eskortować. Jak dotąd wszystko wygląda spokojnie.
- To dobrze - rzekł Solo. - Ale i tak miejcie się na baczności. - Zerknął na przyrządy i włączył interkom transportowca.
- Lando? Gdzie jesteÅ›?
- Tuż przy luku towarowym - odparł Calrissian. - Sanie mechaniczne są już załadowane i gotowe do drogi.
- Dobrze - rzucił Han. - Ruszamy.
Posuwali się szybko w stronę pancernika. Znajdowali się już na tyle blisko, że w słabym świetle gwiazd Skywalker
był w stanie wyłowić z ciemności zarys kadłuba. Statek miał mniej więcej cylindryczny kształt. W środkowej części i na
przodzie rozmieszczono równomiernie sześć baterii turbolaserowych. Dziób pancernika wyglądał - dokładnie tak, jak ktoś
to kiedyś Luke'owi opisał - jak gigantyczny małż, który usiłuje połknąć zbyt duży kąsek. Ogólnie statek sprawiał wrażenie
archaicznego zabytku. Ale było to tylko złudzenie. Pancerniki stanowiły trzon floty Starej Republiki; i mimo iż nie wyglą-
dały tak zgrabnie jak imperialne niszczyciele gwiezdne, które je zastąpiły, to ich potężne działa turbolaserowe były nadal
niezwykle groźną bronią.
- Jak dostaniemy się na pokład? - zwrócił się do Hana Skywalker.
- Tam jest główna śluza - odparł Solo, wskazując utworzony z bladych świateł prostokąt. - Wprowadzimy statek do
środka.
Skywalker popatrzył z powątpiewaniem na świetlny prostokąt.
- O ile się tam zmieścimy.
Okazało się, że jego obawy były zupełnie nieuzasadnione. Wejście do śluzy było większe, niż mu się pierwotnie wy-
dawało, a sam hangar również okazał się bardzo obszerny. Z właściwą sobie zręcznością Han wprowadził transportowiec
do środka, obrócił go dziobem do wyjścia i posadził na płycie lądowiska.
- No, to do dzieła - rzucił. Przełączył wszystkie układy w stan spoczynku i odpiął pasy.
Kiedy Solo i Skywalker dotarli do luku towarowego, czekali już tam na nich Lando, Chewbacca i czteroosobowy ze-
spół techników. Ci ostatni - z blasterami u pasa, do czego nie byli przyzwyczajeni - mieli dosyć niepewne miny.
- Sprawdziłeś już skład powietrza, Anzelm? - spytał Solo.
- Chyba nie ma powodu do obaw - poinformował kierownik grupy, podając Hanowi elektroniczny notes. - Jest lepiej,
niż można się było spodziewać po tylu latach. Widocznie wciąż działają jeszcze jakieś roboty sprzątające.
Solo zerknął na wynik analizy i oddał technikowi komputerek. Skinął na Chewbaccę.
- Dobra. Chewie: otwórz luk. Tomrus: ty poprowadzisz sanie. Uważaj na dziury w płytach grawitacyjnych; wolałbym,
żeby sanie nie skoczyły nagle pod sufit.
Powietrze w hangarze było trochę zatęchłe. Luke stwierdził, że ma ono zapach kurzu i starego oleju, pomieszany z ja-
kimiś metalicznymi wyziewami - ale i tak okazało się lepsze, niż przypuszczał.
- Niesamowite - skomentował, kiedy posuwali się za saniami w stronę głównego wyjścia. - I to po tylu latach.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….