238 239 — Nie jestem pewien, czy prawo nie stanowi tak samo — oświadczył sir Jan...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
— Ale
to nie jest jedyna przeszkoda. Czy wiesz, Jessie, że Antoni nie ma pieniędzy? Ty, która
tak bardzo kochasz piękne rzeczy, wydawałaś tak lekką ręką fortunę ojca, a i z pie-
niędzmi Raintona z pewnością postępowałaś tak samo, (co było jednym z powodów,
dla których twój mąż w takim pośpiechu jechał do Ameryki Południowej), czy ty po-
trafisz żyć samą miłością, nie mając żadnego majątku Jessie?
Po raz pierwszy tego dnia pani Earnshaw wyglądała na zakłopotaną. Wstrząsające
rzeczy, o których mówiła, i całe to odpychające wyznanie jej nie zawstydziły, ale ubó-
stwo... tak, to ją zaniepokoiło.
— Antoni ma dość pieniędzy. Tak mi się zdaje. Czyż nie mam racji, Antoni?
— On nie ma nic własnego — wyjaśnił sir Jan. — Ani pensa. Jest całkowicie za-
leżny od dobrej woli brata i siostry. Podczas gdy Rainton ciężko pracuje i wykorzystu-
jąc swoje zdolności, pomnaża fortunę, Antoni nie robi nic. Żyje z pieniędzy, które hojnie
mu daje rodzeństwo. I nie tylko z tego, bo jest wiecznie zadłużony, co też przyczyniło
się do jego powrotu do domu. Nie przyjechał tu, by polować na kuropatwy na wrzoso-
wiskach, ale żeby uciec przed wierzycielami, którzy grozili mu więzieniem. Czy powie-
dział ci o tym?
Pani Jessica ze zdumienia straciła mowę, a twarz Antoniego pociemniała, kiedy usły-
szał słowa szwagra.
— Czy wyznał ci też, Jessico, że to nie zdarzyło mu się pierwszy raz? Że musiał odejść
z armii, z doskonałego pułku, ponieważ uwiódł żonę swojego dowódcy i próbował go
zabić po tym, jak został przyłapany in flagranti. Ile z tych rzeczy powiedział ci Antoni?
Czy ci mówił, że brat i siostra otaczali go opieką i robili, co w ich mocy, żeby go chronić
i mu pomagać, czego moim zdaniem nie powinni byli robić? Już dawno powinni spu-
ścić mu lanie i wyrzucić z domu.
— Och, Janie, proszę cię! — zawołała jego żona, bo kochała młodszego brata mimo
wszystkich jego złych uczynków, których lista była przykra nawet dla osoby tak emo-
cjonalnie niezaangażowanej jak ja.
Wywarło to ogromne wrażenie na Jessice, która pod koniec przemowy sir Jana wy-
dawała się coraz bardziej zamyślona.
— Jessica nie będzie się przejmowała takim złośliwym gadaniem! — wybuch-
nął gniewem Antoni. — Kocha mnie takim, jakim jestem i wyjdzie za mnie za mąż.
Powiedziała mi tak.
— A czy ty powiedziałeś jej prawdę? — spytał sir Jan spokojnie, wykazując się nie-
zwykłym opanowaniem. — Przecież kobieta musi z czegoś żyć, a słabością mojej sio-
stry (bo ma ich kilka) jest nadzwyczaj silna miłość do pieniędzy i do przyjemności, jakie
można za nie mieć. Ty już pokazałeś, że nie potrafisz zarobić nawet na własne utrzy-
manie, a ja dopilnuję, żeby twoja siostra nie finansowała cię więcej, bo pomniejsza for-
240
241
tunę należącą w zasadzie do moich ukochanych pasierbów, Jozjasza i Elżbiety. Mam taką władzę, jako że jestem ich prawnym opiekunem. Wątpię, czy Rainton, mimo że jest
człowiekiem hojnym, zechce utrzymywać swoją byłą żonę i jej nowego męża na takim
poziomie, do jakiego jest przyzwyczajona.
Po tych słowach pani Earnshaw zalała się łzami, czego się zresztą spodziewałam, wi-
dząc na jej twarzy rosnący niepokój wywołany uprzejmymi, ale raniącymi dotkliwie
słowami brata.
— Och, Antoni! Nie wspomniałeś mi o tym! Nie powiedziałeś, że nie masz pienię-
dzy.
— Czym są pieniądze — zawołał ten z przekonaniem — wobec miłości takiej jak
nasza? Nie zależy mi na niczym; ale na tobie mi zależało i sądziłem, że odwzajemniasz
moje uczucie.
— Bo tak jest — wykrztusiła pani Jessica, nie przestając szlochać. — Ale nie możemy
żyć w ubóstwie.
— Ubóstwo? Czym jest ubóstwo? Mam dom, którego moja siostra chyba mi nie od-
bierze. Nawet ona nie mogłaby być tak okrutna. Wystarczy, że wykażemy się odrobiną
determinacji. Będziemy uprawiali ziemię, hodowali owce...
— Masz na myśli Wichrowe Wzgórza? — zawołała pani Earnshaw, a jej łzy obeschły
tak szybko, jak deszcz w promieniach gorącego słońca. — To chyba niemożliwe, żebyś
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.