stójkowego – dowiedz się, czyj to pies i spisz protokół...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
A tego psa trzeba sprzątnąć.
Natychmiast! Na pewno jest wściekły. Czyj to pies, pytam?
– To zdaje się generała Żygałowa! – mówi ktoś z tłumu.
– Generała Żygałowa?. Hm!... Zdejmij no, Jełdrin, ze mnie płaszcz. Strach, jak gorąco!
17
Chyba będzie deszcz... Jednego tylko nie rozumiem, jak on mógł ciebie ugryźć? –
Oczumiełow zwraca się do Chriukina. – Czyż on może sięgnąć ci do palca? Toć on malutki, a
z ciebie taki dryblas! Ty pewnie rozharatałeś palec ó jakiś gwóźdź, a potem przyszło ci do
głowy, że może uda się na tym zarobić. Ty przecież... wiadomo, co z was za ludzie!
Znam
was, wy diabły!
– On, wasza wielmożność, dla kawału, papieros mu w mordę pchał, a ten, nie w ciemię bity, cap go za palec... Głupi człowiek, wasza wielmożność!
– Łżesz, ty kulasie! Nie widziałeś, więc po co kłamiesz? Ich wielmożność mają swój rozum i poznają, kto łże, a kto wedle sumienia, jak przed Bogiem... A jeżeli ja kłamię, to niechaj sędzia pokoju rozsądza. On wie, co w prawie stoi napisane... Teraz są wszyscy równi... Sam mam brata w żandarmerii... jeżeli chcecie wiedzieć...
– Nie mądrzyć mi się tu!
– Nie, to nie pana generała... – mówi po namyśle stójkowy. – Generał nie ma takich. On przeważnie ma wyżły...
– A wiesz to na pewno?
– Na pewno, wasza wielmożność...
– Sam wiem. Generał ma psy drogie, rasowe, a ten, diabli wiedzą, co to jest! Ani maści, ani wyglądu... paskudztwo jakieś... I takiego psa trzymać?! Gdzie wy macie rozum?
Niechby
się trafił taki pies w Petersburgu albo w Moskwie, to wiecie, co by się stało? Tam nie patrzyliby na przepisy, tylko od razu – w łeb! Ty, Chriukin, zostałeś poszkodowany i tej sprawy tak nie puszczaj... Trzeba ich nauczyć! Najwyższy czas...
– A może i generalski?... – rozmyśla głośno stójkowy. – Na jego pysku nie jest napisane...
Niedawno widziałem u niego na podwórzu takiego samego.
– Wiadomo, że generalski! – rozległ się głos w tłumie.
– Hm...! Jełdrin, pomóż no mi, bracie, włożyć płaszcz... Wiatr jakoś powiał... Ziębi mnie...
Odprowadzisz go do generała i tam się zapytasz. Powiesz, że znalazłem go i przysyłam... I
powiesz, żeby go nie wypuszczali na ulicę... Może to drogi pies, a jeżeli każda świnia będzie
mu w nos pchała papierosa, to psina prędko się zmarnuje. Pies jest zwierzęciem delikatnym...
A ty, bałwanie, spuść łapę! Nie masz po co wystawiać swego głupiego palucha! Sam jesteś
sobie winien...!
– Idzie właśnie kucharz generała, zapytajmy go... Hej, Prochor! Chodź no tutaj, mój drogi!
Spójrz na tego psa... Czy to wasz?
– Też wymyślił! Nigdy u nas takich nie było!
– Nie warto nawet pytać – mówi Oczumiełow. – To pies bezdomny! Co tu dużo gadać...
Jeżeli powiedziałem, że bezpański, to znaczy, że bezpański... Zabić i tyle.
– To nie nasz – mówi dalej Prochor – to pies brata naszego generała, który przyjechał
wczoraj. Nasz nie lubi chartów. Jego brat, to ich amator...
– Ach, to brat generała przyjechał? Włodzimierz Iwanycz? – pyta Oczumiełow i twarz jego
rozjaśnia przymilny uśmiech. – Patrzcie państwo! A ja nic o tym nie wiedziałem! W
odwiedziny przyjechał?
– W odwiedziny...
– Ach, mój Boże... Stęsknił się za bratem... A ja nic nie wiedziałem! Więc to jego piesek?
Bardzo mi miło... Zabierz go... Piesek niebrzydki... Taki sprytny... Cap tego za palec!
Cha –
cha – cha!... No, czego drżysz? Wrrr... wr... Zły, szelma!... Ach, co za psina...
Prochor woła psa i odchodzi z nim od składu drzewa. Tłum śmieje się z Chriukina.
– Ty się jeszcze dostaniesz w moje ręce! – odgraża się Oczumiełow i, owijając się w płaszcz, rusza w dalszą drogę po rynku.
18
CHIRURGIA Szpital ziemski. W czasie nieobecności lekarza, który wyjechał na własny ślub, chorych
przyjmuje felczer Kuriatin – otyły, czterdziestoletni mężczyzna, w zniszczonej czesuczowej
marynarce i wytartych sukiennych spodniach. Twarz jego wyraża zadowolenie i poczucie
spełnionego obowiązku. Między wskazującym a środkowym palcem lewej ręki tkwi wstrętnie
woniejące cygaro.
Do pokoju przyjęć wchodzi zakrystian Wośmigłasow – wysoki, barczysty starzec w brunatnej sutannie, z szerokim skórzanym pasem.
Jego prawe oko jest pokryte bielmem i do połowy przesłonięte powieka, na nosie ma brodawkę, podobną z daleka do dużej muchy. Zakrystian przez chwilę szuka wzrokiem ikony,
a nie znajdując jej, robi znak krzyża, kłaniając się w stronę butli z roztworem karbolowym,
następnie wyjmuje z czerwonej chustki do nosa prosforę 8 i z ukłonem kładzie ją przed felczerem.
– A—a—a... moje uszanowanie – ziewa felczer. – Co pana tu sprowadza?
– Przy świętej niedzieli najlepsze życzenia, Sergiuszu Kuźmiczu. Ja do wielmożnego pana... Za pozwoleniem, szczerą prawdę napisano w psałterzu: „A napój mój łzami rozcieńczę". Usiadłem wczoraj z moją starą do herbaty i – mój Boże – ani rusz, żeby choć
kropelkę, a tu ani tyciej odrobinki, wprost kładź się, człowieku, i umieraj. Łyknę troszeczkę –
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.