Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
..) O tym, że wyrastam z takiej tradycji mogą świadczyć moje fundacje. Z tego powodu tak bardzo przemawia do mnie koncepcja Unii Europejskiej. Każdy naród jest w Unii mniejszością i z tego względu koncepcja ta wydaje mi się interesująca.” (tamże).
Podsumowując ten wątek można powiedzieć, że wprowadzana w życie przez fundacje Sorosa idea “społeczeństwa otwartego” ma służyć europejskiej mniejszości żydowskiej, ma spowodować, że będzie się ona mogła w każdym zakątku Europy czuć jak wszyscy ci, którzy zamieszkują go od pokoleń, że będzie mogła od Uralu aż po Gibraltar czuć się jak u siebie w domu, że nie będzie, gdy “społeczeństwo otwarte” stanie się faktem, już nigdy mniejszością, wspólnotą odróżniającą się kulturowo czy w jakikolwiek inny sposób od pozostałych mieszkańców naszego kontynentu. Inny cel “społeczeństwa otwartego” jest chyba, jednak, istotniejszy. Nim jednak bliżej coś o nim powiemy trzeba, by wcześniej powiedzieć parę słów o samym Goergu Sorosu. I nie jest tu chyba najważniejsze to, że w krótkim czasie w przedziwny, mówiąc bardzo delikatnie, sposób stał się on jednym z najbogatszych, jeżeli nie najbogatszym, ludzi świata. Najważniejszy jest, jak się wydaje, jego stosunek do siebie, do innych i do świata. Z książki Roberta Slatera “Soros. Tajemnica sukcesu największego inwestora świata” dowiadujemy się, że od dzieciństwa był głęboko przeświadczony o tym, że jest Bogiem (s. 27). W wywiadzie udzielonym 3 czerwca 1993 roku gazecie “The Independent” powiedział: “To rodzaj choroby, kiedy uważasz się za bóstwo, stwórcę wszechświata, lecz teraz czuję się z tym dobrze, zacząłem bowiem tego doświadczać.” (s. 28). W swojej książce pt. “The Alchemy of Finance” napisał: ”Nie będzie to dla czytelnika żadne zaskoczenie, jeśli przyznam, że zawsze miałem wyolbrzymione mniemanie o swojej osobie – mówiąc otwarcie wyobrażałem sobie, że jestem bogiem. (...) Gdy osiągnąłem sukces, rzeczywistość zbliżyła się do moich marzeń na tyle, że mogłem przyznać się do mojego sekretu, przynajmniej przed sobą. Nie trzeba dodawać, że w rezultacie poczułem się o wiele lepiej.” (tamże). Kiedyś jakiś dziennikarz zasugerował mu, że powinien zostać wybrany na papieża. “Po co? – zapytał Soros – Teraz jestem zwierzchnikiem papieża.” (tamże). W książce “Soros o sobie” mówi: “Główna różnica pomiędzy mną i innymi ludźmi, którzy posiadają pieniądze, polega na tym, że mnie przede wszystkim interesują idee.” (s. 245) W tej samej książce stwierdza: “Będąc młodzieńcem snułem oczywiście różne niesamowite fantazje. Zdarzało się, że prowadziłem rozmowy na temat swego boskiego i mesjanistycznego posłannictwa.” (s. 249) Oto jest pewna prawda o Sorosu to “Bóg” i “Mesjasz”. My chrześcijanie wiemy, że nie jest on Chrystusem, a więc czyżby był Antychrystem? Jakie przesłanie niesie? W jakim kierunku zamierza przekształcić ludzkość i świat? Pytania te wydają się retoryczne. Wsłuchajmy się jednak w jego odpowiedzi.
|
Wątki
|