Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Jest ubrany jak wielki pan, ma pierścień,
srebrny medalion na łańcuchu i srebrny kolczyk w uchu. A na włosach siwe pa- smo od dawniejszego starcia z naszym królem i jeszcze na pamiątkę po tamtym spotkaniu ma bliznę na twarzy i złamany nos. Tak, a do tego na ramieniu cięcie od miecza, które zadał mu król tym razem. Rozległ się szmer podziwu. Nawet ja musiałem podziwiać śmiałość księcia Władczego. Ukryłem twarz na powrót w tobołku i udawałem, że śpię. Moi towa- rzysze gadali dalej. — Ludzie mówią, że jest skażony Rozumieniem i przy księżycu zamienia się w wilka. Obaj śpią za dnia, a nocą grasują. Słyszałem, że takie przekleństwo rzuciła na króla ta obca królowa, przepędzona z Księstwa Koziego, bo próbowała ukraść koronę. A Ospiarz to wcielenie ducha starego króla Roztropnego. Wałęsa się po drogach i gościńcach po całym Królestwie Sześciu Księstw, niesie ze sobą nieszczęście i ma twarz starego króla. — Duby smalone — oznajmił Chucherko ze wstrętem. Pociągnął kolejny łyk. Nie wszyscy sądzili tak samo. Niektórym spodobała się ta niedorzeczna opo- wieść, dopraszali się o dalszy ciąg. — Słyszałem jeszcze — podjął opowiadający — że wcielenie ducha króla, ten Ospiarz, nie może zaznać spoczynku, póki górska królowa, która go otruła, sama nie znajdzie się w grobie. — Więc jeśli Ospiarz jest duchem króla Roztropnego, dlaczego król Władczy daje za niego sto złotych monet? — zapytał Chucherko kwaśno. — Nie duchem, tylko wcieleniem ducha. Ukradł część duszy króla, kiedy nasz władca umierał, i dlatego król Roztropny nie może zaznać spokoju, dopóki nie umrze Ospiarz, by tylko wtedy odzyska drugą część duszy. A jeszcze słyszałem 188 — ściszył głos — że Bastard nie został zabity do końca i że chodzi znowu, tylko jako wilkołak. On, tak samo jak Ospiarz, chce się zemścić na królu Władczym, chce zniszczyć królestwo, skoro nie mógł ukraść tronu. Bo miał zostać mężem wiedźmy z gór, po rozprawieniu się z królem Roztropnym. Doskonała to była noc na podobne opowieści. Księżyc, napuchnięty i poma- rańczowy, wisiał nisko na niebie, a wiatr przynosił nam żałobne ryczenie zwierząt zamkniętych w zagrodach, pomieszane ze smrodem psującej się krwi i garbowa-nej skóry. Postrzępione chmury przesłaniały od czasu do czasu twarz miesiąca. Tylko czekałem, aż ktoś trąci mnie nogą i wykrzyknie: „Hej, popatrzcie na nie- go!” Nikt tego nie zrobił. Ton opowieści kazał słuchaczom szukać wilczych oczu w cieniach nocy, a nie zmęczonego pastucha śpiącego między innymi poganiacza- mi. Mimo wszystko serce tłukło mi się w piersi niczym oszalałe. Jakie zostawi- łem po sobie ślady? Krawiec, który kupił ubranie dworaka, łatwo rozpozna mnie z opisu. Rozpozna też sklepikarka, która zwróciła uwagę na kolczyk, a nawet ta starucha od łachmanów, która pomagała mi zawiązywać turban. W każdej chwili ktoś mógł mnie zdradzić. Historia nie miała końca, wzbogacana o coraz to nowe, dramatyczne szcze- góły. Dowiedziałem się o żądzy władzy pani Ketriken, o tym, jak cudzołożyła ze mną, by począć dziecko, dzięki któremu mogłaby rościć pretensje do tronu. Gdy pastuch prawił o górskiej wiedźmie, w jego głosie brzmiała żywa niechęć. Nikt nie szydził z jego słów. Nawet Chucherko, rozciągnięty u mego boku, nie protestował wcale, jakby te dziwaczne plotki były niepodważalnymi faktami. — Też mi nowiny! — wtrącił, potwierdzając moje najgorsze obawy. — Prze- cież wszyscy wiedzą, że sprawcą jej wielkiego brzuszyska nie był książę Szczery, tylko Bastard skażony Rozumieniem. Gdyby król Władczy nie odprawił górskiej dziewki, mielibyśmy pewnie w kolejce do tronu drugiego takiego jak książę Sro- katy. Rozległ się szmer potakujących głosów. Zamknąłem oczy, pozornie znudzo- ny, choć kipiał we mnie gniew. Naciągnąłem turban głębiej na włosy. Jaki miał cel książę Władczy w rozpuszczaniu podobnych plotek? Nie ufałem własnemu głosowi, nie mógłbym zadać pytania ani też nie chciałem okazać się ignorantem w sprawach najwyraźniej powszechnie znanych. Tak więc leżałem tylko i słucha- łem. Pojąłem, że wszyscy wiedzą, iż królowa Ketriken wróciła w góry, choć była to stosunkowo niedawna wiadomość. Mówiło się także, iż z winy Królestwa Gór- skiego przejścia górskie pozostawały zamknięte dla uczciwych kupców Księstw Rolnego i Trzody. Jeden z poganiaczy ośmielił się nawet powiedzieć, że teraz, gdy handel z wybrzeżem zamarł, Królestwo Górskie dostrzegło okazję, by ograniczyć wpływy księstw śródlądowych i narzucić im własne warunki, grożąc odcięciem od wszelkich szlaków handlowych. Inny opowiedział o tym, jak zwykła kara- 189 wana, eskortowana przez żołnierzy Królestwa Sześciu Księstw w barwach króla Władczego, została zawrócona z granicy krainy gór. Dla mnie podobne domysły były zwyczajnie głupie. Nie ulegało wątpliwo- ści, że Królestwo Górskie potrzebowało wymiany handlowej z Księstwami Rol- nym i Trzody. Ziarno było dla ludu górali znacznie ważniejsze niż drewniany budulec oraz futra z gór dla mieszkańców nizin. Umożliwienie wolnego handlu pomiędzy naszymi dwoma krajami było powodem, dla którego na oblubienicę księcia Szczerego wybrano właśnie górską dziedziczkę. Nawet jeśli pani Ketriken uciekła do swej pierwotnej ojczyzny, na pewno się nie sprzeniewierzyła żadnemu spośród wcześniejszych ustaleń. Za mocno była związana z obydwoma krajami, za bardzo chciała być Poświęceniem. Skoro istniał, jak słyszałem, zakaz handlu z Królestwem Górskim, z pewnością wziął on swój początek w zamyśle księcia Władczego. Tyle że ludzie dookoła mnie pomstowali na górską wiedźmę, a nie na samozwańca. Czyżby książę Władczy dążył do wojny z Królestwem Górskim? Czy próbo- wał tam wysyłać wojska pod pretekstem obrony kupców? Szalona myśl. Dawno
|
Wątki
|