miłość zaślepia - przeciwnie, miłość czyni człowieka w najwyższymstopniu widzącym...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Więcej nawet, czyni wprost jasnowidzącym. Gdyż
wartość, którą pozwala w innym widzieć z całą jasnością, przecież
nie jest jeszcze rzeczywistością, ale czymś tylko potencjalnym,
czymś, co wcale jeszcze nie jest, lecz dopiero staje się, stać się
może i powinno. Miłości przysługuje funkcja kognitywna, czyli
poznawcza. Ale i psychoterapia powinna widzieć wartości. Nigdy nie
może być wolna od wartości, co najwyżej na wartości ślepa.
Tak tedy wyszliśmy od uprawiania psychiatrii, od badania
inteligencji i od testów, a nasze rozważania kończą się wyznaniem,
że nie zbliżymy się do istoty człowieka, a więc do wszystkiego, co
istnieje poza poszczególnymi funkcjami i wszelkimi możliwymi
zakłóceniami funkcji, dopóki w naszym wysiłku zrozumienia
bliźniego ograniczymy się do tego, co racjonalne, i poprzestaniemy
na tym, co daje się zracjonalizować. Jeśli chcemy przerzucić mosty
od człowieka do człowieka - a odnosi się to także do mostów
poznania i zrozumienia - to przyczółkami winny być nie mózgi, lecz
serca.
Słyszeliśmy przedtem o ścisłym, statystycznie ugruntowanym
dowodzie na to, że wyniki obserwacji psychiatrycznych ex post
potwierdzały pierwsze wrażenie, a znaczy to chyba: jakieś wrażenie
do głębi zabarwione uczuciem. Tak też nawet do metodyki
rozpoznawania psychiatrycznego odnosi się moje przekonanie, że
uczucie potrafi być o wiele subtelniejsze, aniżeli rozum jest
przenikliwy.
Człowiek w poszukiwaniu sensu
Odczyt publiczny w ramach XIV Międzynarodowego Kongresu
Filozoficznego (Wiedeń 19680)
Tytuł: Człowiek w poszukiwaniu sensu, zawiera więcej aniżeli
jeden temat - obejmuje definicję, a co najmniej interpretację
człowieka. Człowieka właśnie jako istoty, która ostatecznie i
właściwie żyje w poszukiwaniu sensu. Człowiek jest z góry
skierowany na coś i przyporządkowany czemuś, co nie jest nim
samym, czy idzie tu o sens, który on nadaje życiu, czy też o inny
byt ludzki, który spotyka na swej drodze. Tak czy owak,
egzystencja ludzka wskazuje już zawsze poza samą siebie, i
transcendencja, wykraczanie poza siebie, jest esencją ludzkiej
egzystencji.
Nie jestże (więc tak, że człowiek właściwie od początku dąży do
szczęścia? Czyż sam Kant nie przyznawał tego, dodając jedynie, że
człowiek winien też zmierzać ku temu, aby być tej szczęśliwości
godnym? Ja zaś powiedziałbym, że tym, czego człowiek rzeczywiście
chce, jest ostatecznie nie szczęśliwość sama w sobie, lecz
podstawa tej szczęśliwości. Bowiem gdy tylko dana jest podstawa
szczęśliwości, szczęście i radość zjawiają się same z siebie. Tak
na przykład w "Metafizyce moralności", ściślej, w jej części
drugiej: "Wstępne metafizyczne podstawy nauki o cnocie"
(Królewiec, Friedrich Nicolovius, 1797, s. VIII i ns.) pisze Kant,
że "szczęśliwość jest następstwem przestrzegania obowiązku" i że
"prawo musi iść przed radością, aby ta była odczuwana". To jednak,
co mówi się tu o przestrzeganiu obowiązku względnie o prawie, ma
moim zdaniem znaczenie o wiele ogólniejsze i można to ze sfery
obyczajów przenieść nawet w sferę zmysłów. A o tym możemy my
lekarze chorób nerwowych niejedno powiedzieć. Co dzień w naszych
klinikach wciąż na nowo okazuje się, że właśnie odwrócenie się od
"podstawy szczęśliwości" nie pozwala stać się szczęśliwymi osobom
seksualnie znerwicowanym - mężczyźnie z zakłóconą potencją czy
kobiecie seksualnie oziębłej. Skąd jednak dochodzi do tego
chorobliwego odwrócenia się od "podstawy szczęśliwości"? - z
nasilonego zwracania się ku samemu szczęściu, ku samej
przyjemności. Ileż słuszności miał Kierkegaard, kiedy powiedział,
że drzwi do szczęścia otwierają się na zewnątrz, a kto próbuje je
"wyważyć", przed tym się po prostu zamykają.
Jak można to sobie wyjaśnić? Otóż człowieka nie przenika
najgłębiej i do końca ani dążenie do mocy, ani do przyjemności,
lecz dążenie do nadawania sensu (por. Franki, The Will to Meaning,
Nowy Jork, New American Library, 1969). I właśnie od niego
wychodząc dąży człowiek do znajdowania i nadawania sensu, ale też
do spotkania i ukochania innej ludzkiej egzystencji w postaci
jakiegoś "ty". Jedno i drugie, nadawanie sensu i spotkanie, dają
człowiekowi podstawę szczęścia i radości. Jednakże u neurotyka to
pierwotne dążenie skrzywia się niejako w bezpośrednie dążenie do
szczęścia, dążenie do przyjemności. Radość, przyjemność, zamiast
pozostać tym, czym być powinny, jeśli w ogóle mają się pojawić,
mianowicie jako skutek (skutek uboczny nadanego życiu sensu czy
spotkania), stają się teraz celem wysilonej intencji,
"hiperintencji". W parze z hiperintencją idzie też jednak
hiperrefleksja (zob. Franki, Theorie und Therapie der Neurosen,
Monachium 1970). Przyjemność staje się jedyną treścią i
przedmiotem uwagi. W miarę jednak jak neurotyk wysila się, by
doznać przyjemności, traci z oczu jej podstawę - i skutek, w
postaci radości, nie może się już; pojawić. Im bardziej idzie
komuś o przyjemność, tym bardziej przechodzi ona mimo niego.
Łatwo ocenić, jak bardzo hiperintencją i hiperrefleksja bądź ich
mszczący wpływ na potencję i orgazm jeszcze się nasilą, jeśli
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zĹ‚apiÄ…, to znaczy, ĹĽe oszukiwaĹ‚eĹ›. Jak nie, to znaczy, ĹĽe posĹ‚uĹĽyĹ‚eĹ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….