Raz jeszcze się upewnił, że Susan i Strathmore są zajęci rozmową, po czym uważnie wstukał pięć cyfr...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Po niecałej sekundzie monitor ożył.
– Bingo – zachichotał Hale.
Wykradnięcie kodów do poszczególnych terminali w Węźle nr 3 było dziecinnie łatwe. Wszystkie miały identyczne klawiatury. Hale po prostu pewnego dnia wziął swoją klawiaturę do domu i zainstalował w niej kość rejestrującą uderzenia w klawisze. Następnego dnia przyszedł wcześnie rano i podmienił klawiaturę. Pod koniec dnia znów wymienił klawiatury i przejrzał dane zarejestrowane przez kość. Zapamiętała wprawdzie tysiące uderzeń, ale znalezienie kodu było proste, ponieważ każdy kryptograf zaczynał pracę od wprowadzenia osobistego kodu uruchamiającego terminal. Hale miał zatem łatwe zadanie – kod zawsze pojawiał się na początku listy wszystkich uderzeń.
Co za ironia, pomyślał, wpatrując się w monitor. Wykradł kod Susan tylko dla zabawy. Teraz był z tego bardzo zadowolony – najwyraźniej robiła coś ważnego.
Przez chwilę wpatrywał się w program Susan. Był napisany w LIMBO – to nie była jego specjalność, ale jedno nie ulegało wątpliwości – nie chodziło o żaden program diagnostyczny. Greg zwrócił uwagę na dwa słowa:
 
TRACER POSZUKUJE...
 
– TRACER? – powiedział głośno. – Szuka czegoś?
Poczuł wewnętrzny niepokój. Siedział kilka sekund nieruchomo, wpatrując się w terminal. Wreszcie podjął decyzję.
Hale rozumiał język programowania LIMBO na tyle, że wiedział, iż jest zbliżony do języków Pascal i C, które znał doskonale. Zerkając, czy Susan i Strathmore są w dalszym ciągu zajęci rozmową, zaczął improwizować. Wprowadził kilka zmodyfikowanych instrukcji z Pascala i nacisnął ENTER. Okienko wyświetlające status TRACERA zmieniło się zgodnie z jego oczekiwaniami.
 
PRZERWAĆ WYKONANIE PROGRAMU TRACER?
 
Greg szybko wystukał TAK.
 
CZY JESTEŚ PEWNY?
 
Znów odpowiedział TAK.
Po chwili komputer pisnął.
 
WYKONANIE PRZERWANE
 
Hale uśmiechnął się do siebie. Komputer wysłał polecenie przerwania i samozniszczenia. Niezależnie od tego, czego szukała Susan, będzie musiała poczekać na odpowiedź.
Wolał nie zostawiać po sobie żadnych śladów. Szybko dostał się do rejestru działania systemu i wykreślił zapis wszystkich instrukcji, które przed chwilą wpisał. Musiał jeszcze tylko ponownie podać prywatny kod Susan.
Monitor znów się wyłączył.
Gdy Susan Fletcher wróciła do Węzła nr 3, Greg Hale siedział spokojnie przy swoim terminalu, tak jakby w ogóle nie wstawał.
Rozdział 30
Alfonso XIII to niewielki, czterogwiazdkowy hotel przy Puerto de Jerez, nieco cofnięty od ulicy, otoczony płotem z kutego żelaza i bzami. David wszedł po marmurowych schodach. Gdy sięgał do klamki, drzwi otworzyły się same, jakby pod wpływem czarów, i portier zaprosił go do środka.
– Bagaże, seňor? Czy mogę panu pomóc?
– Nie, dziękuję. Chciałbym porozmawiać z recepcjonistą.
Portier wydawał się urażony, jakby w tym dwusekundowym kontakcie było coś niezadowalającego.
– Por aquí, seňor – powiedział, zaprowadził Beckera do holu, wskazał recepcję i wrócił pośpiesznie do drzwi.
Hol był wprawdzie niewielki, ale wspaniale urządzony. Złoty wiek Hiszpanii minął już dawno, lecz w połowie siedemnastego stulecia ten niewielki kraj rządził całym światem. Pomieszczenie było przypomnieniem tej epoki – ściany ozdobione zbrojami i sztychami przedstawiającymi sceny bitewne, a w gablocie wystawiono złote samorodki z Nowego Świata.
Za ladą z tabliczką CONSERJE stał szczupły, elegancko ubrany mężczyzna, który sprawiał wrażenie osoby całe życie czekającej na to, by usłużyć gościowi.
– En qué puedo servirle, seňor? Czym mogę panu służyć? – spytał. Mówił w afektowany sposób, a jednocześnie zmierzył Beckera spojrzeniem od stóp do głów.
– Chcę zobaczyć się z Manuelem – odpowiedział Becker po hiszpańsku.
– Sí, sí, seňor – recepcjonista uśmiechnął się jeszcze szerzej. – To ja jestem Manuel. O co chodzi?
– Seňor Roldán z Escortes Belén powiedział mi, że pan...
Recepcjonista przerwał mu gestem dłoni i rozejrzał się nerwowo po holu.
– Proszę, niech pana podejdzie tutaj – wskazał koniec lady. – Jak mogę panu pomóc? – szepnął.
– Muszę porozmawiać z dziewczyną z jego agencji. Ona je tu dzisiaj kolację. – Becker również zniżył głos. – Nazywa się Rocío.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.