Potknął się jeszcze, ale zaraz szybkim krokiem zaczął oddalać się do miejsca, w którym most się rozpoczynał...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Nie było sensu gonić go. Oparłem się o ciężki łańcuch i przez chwilę ciężko oddychałem.
— Garanie!
Z wysiłkiem uniosłem głowę.
— Cofnij się! — zawołałem. — Włóż maskę i uciekaj! On chce nas zniszczyć promieniami.
Thrala nie posłuchała, lecz przybiegła do mnie.
— Ale mu się to nie uda — odparła z mocą. — Popatrz, jak przepowiedziałeś, zemsta wypłynie z zatoki!
Wysiłek, jaki włożyłem w walkę z Keptą, sprawił, że wciąż jeszcze wszystko widziałem jak przez mgłę. Zdołałem jednak ujrzeć srebrzyste sylwetki, które wyłoniły się z mroku. Przepłynęły nad nami trzepocząc w powietrzu wielkimi skrzydłami i wkrótce zniknęły nam z oczu. Przypominały wielkie strzały, nieuchronnie sunące w pogoni za Keptą.
Nie mogliśmy zobaczyć, co się stało kiedy go dopadły. Dotarły jednak do nas wstrząsające okrzyki strachu i krańcowego przerażenia. Świadczyły one aż nadto wymownie o tym, że srebrne ptaki wyegzekwowały od Kepty to, co się im należało. Władca Koom znalazł wreszcie swój kres.
Wkrótce ptaki przefrunęły nad nami w drodze powrotnej, nawet nas nie zauważając. Patrząc za nimi odniosłem wrażenie, iż jeden z nich trzyma w szponach bezwładną sylwetkę. A może się myliłem?
Byliśmy przekonani, że już nigdy nie ujrzymy srebrnych ptaków, kiedy niespodziewanie nad naszymi głowami pojawił się jeszcze jeden, przez chwilę krążył w powietrzu, po czym nagle zanurkował i usiadł na moście. Już po raz trzeci dziwne, wielkie, purpurowe oczy wpiły we mnie spojrzenie.
— Tak więc, człowieku, osiągnąwszy to, czego pragnąłeś, powracasz do zewnętrznego świata? A jednak nie powinieneś za nim tęsknić. My także potrafimy czytać ostrzeżenia, które są ukryte między gwiazdami. Potrafimy opuścić Krand, niczym starą, bezużyteczną skórę. I musimy to uczynić. Żegnaj, człowieku.
Ptak uniósł się i szybko zniknął w ciemnościach. Znów byliśmy sami.
Kiedy staliśmy, niemal nie poruszając się, przez długie chwile, starając się uspokoić i myśli, i oddechy, wokół panowała niczym nie zmącona cisza. I wtedy do naszych uszu dotarły czyjeś okrzyki.
— Nadchodzi pomoc — stwierdziłem. Odniosłem wrażenie, że Thrala zadrżała i zmienił się wyraz jej twarzy, jakby wróciła na nią jakaś maska. Odwróciła się w kierunku zbawczych odgłosów i ruszyła ku nim powoli, jakby z niechęcią.
Szliśmy razem, ramię w ramię, a ja co jakiś czas podnosiłem głos, odpowiadając na docierające z mroku okrzyki. Po niedługim czasie ujrzeliśmy słabe blaski, z każdą chwilą wyraźniej docierające do naszych oczu.
Tymczasem Thrala zamiast na ich widok przyspieszyć kroku, jeszcze bardziej zwolniła. Spojrzała na mnie, ja jednak nie potrafiłem zrozumieć cienia, jaki się czaił w jej wzroku. Zdawało mi się, że owiewa ją jakiś dziwny chłód. A mnie wypełniała ogromna radość. Czyż nie padła tak bardzo niedawno w moje ramiona? Czyż nie należała do mnie? Wkrótce ujrzeliśmy Zacata, Anatana i Thrana, stojących w miejscu, w którym brakowało pękniętego końca mostu. Trzymali liny, dzięki którym wraz z Thralą mogliśmy w miarę bezpiecznie zejść na stały twardy grunt. Pierwsza po drugiej stronie znalazła się właśnie ona; kiedy ujrzałem ją bezpieczną w ramionach Thrana, obwiązałem się w pasie linami i skoczyłem. Gdy stanąłem przy Anatanie, Gorliańczyk od razu zapytał mnie:
— Co z Keptą?
— Zajęły się nim stworzenia, do których należą przestworza nad tą zatoką.
— Jest pan ranny! — Anatan ujrzał krew na moim tułowiu.
— To tylko zadrapania.
Thran jednak uważnie je obejrzał i opatrzył czystymi skrawkami jedwabiu. Następnie podał mi zapasowy kombinezon i polecił go włożyć. Mój wzrok przez cały czas utkwiony był w Thrali, stojącej obok Analii. Byłem coraz bardziej zaniepokojony, gdyż Thrala wyraźnie unikała mojego spojrzenia.
— A więc Kepty już nie ma — stwierdził Thran, kiedy zapiąłem pas.
— Tak. Zginął straszną śmiercią. — Opisałem mu skrzydlate stworzenia z zatoki.
— Nie ma Kepty — zdumiał się Gorliańczyk. — A więc tyrania w Koom skończyła się. Teraz musimy myśleć o Krand.
Ujrzałem, jak Thrala podnosi głowę.
— Tak — odezwała się. Jej głos był silny, chociaż jej usta drżały. — Teraz musimy myśleć o Krand.
9. Ucieczka 
Maszerowaliśmy szybko. Teraz, gdy wiedzieliśmy, jaki szmat Dróg Ciemności mamy do pokonania, tym bardziej pragnęliśmy jak najszybciej znaleźć się na powierzchni. Nie wątpiłem, że musi istnieć jakiś sposób uniknięcia nadchodzącej katastrofy. Sylwetki znad zatoki potrafiły przecież uciec, a Thrala powiedziała nam, że przygotowania Kepty do lotu, który miał zabrać go z Krand, były prawie zakończone. Czy było jednak możliwe, aby planetę opuścili wszyscy?
To, co potrafił Kepta, moglibyśmy chyba uczynić i my, jeżeli los podaruje nam dość czasu. Tak więc jedna część mojego umysłu była zajęta rozważaniami o ucieczce przed przeznaczeniem, a druga wciąż rozpamiętywała te chwile, gdy Thrala i ja, dzięki wielkiej miłości, uniknęliśmy śmierci. Wspominając je, nie potrafiłem zrozumieć teraz przyczyny okrutnego chłodu mojej wybranki. Śpieszyła do przodu, pilnując, aby Analia wciąż była przy jej boku, podczas gdy ja co jakiś czas musiałem dokładnie i wyczerpująco odpowiadać na pytania Thrana, których ten mi nie szczędził.
Jeśli chodzi o niego, to wkrótce po rozdzieleniu się z nami dotarł do dziwnej, błotnistej kotliny, w której wśród gigantycznych grzybów żyły okropne stworzenia. Thran i jego towarzysze z wielkim trudem odparli kilka ich napaści. Kiedy jednak stwierdzili, że poza tymi stworzeniami niczego interesującego nie napotkają, zawrócili i ruszyli naszą trasą. Na skraj mostu dotarli akurat w chwili, w której Zacat szykował się do skoku.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.