ciec, jeszcze się tam znajdują...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Były na swoim miejscu, razem z datą: 1500 i nazwiskiem
Haretona Earnshawa. Widziałem, że kobieta zauważyła, dokąd podążył mój wzrok
i rzuciła mi uważne spojrzenie, ale nic nie powiedziała, tylko ruchem ręki zaprosiła do
środka.
Z bijącym sercem wszedłem do Wichrowych Wzgórz. Przyjechałem aż z Włoch,
znosiłem surowy klimat i wiele niewygód — wszystko dla tej chwili! W środku było
tak, jak wiedziałem, że będzie. Nie mieli holu; wszedłem prosto do bawialni. Znajdował
się tu olbrzymi kominek z jasno płonącym ogniem; rzędy cynowych półmisków i srebr-
nych dzbanów i kubeczków lśniły na starym dębowym kredensie. Belki sufitu pozostały
nie pomalowane, tak samo jak w czasach opisywanych przez mojego ojca, ale nie zwie-
szały się z nich szynki, udźce baranie ani wołowe, a kamienną podłogę nadal przykry-
wał bogaty, choć nieco już wytarty dywan. Meble, również mocno podniszczone, były
solidne i wygodne. Gospodarstwo robiło wrażenie średnio zamożnego — ani bogate-
16
17
go, ani ubogiego.
— Kuchnia jest za tymi drzwiami — odezwała się kobieta, pokazując ręką. — Wodę
znajdzie pan w wiadrze koło drzwi. A może pan już zna ten dom?
Przystanąłem i uśmiechnąłem się lekko.
— Skądże, proszę pani, nigdy tu nie byłem. Dziękuję za wskazanie mi drogi.
Wszedłem do kuchni i znów odniosłem wrażenie, że znam już tę izbę z jej wiel-
kim paleniskiem i lśniącymi garnkami, wiszący mi na ścianie. Rzeczywiście czułem się,
jakbym już tu kiedyś był, i zrobiło mi się nieswojo. Podniosłem wiadro, nalałem sobie
wody do miski i energicznie zacząłem zmywać błoto z rąk. Kobieta podeszła i podała
mi czysty ręcznik. Była wobec mnie podejrzliwa i nieufna.
— Obawiam się, że nie jestem tu miłym gościem — zauważyłem. — I ja sam, i mój
pies zdenerwowaliśmy pani męża.
— On nie jest przyzwyczajony do obcych — wyjaśniła matka dziewczynki z lek-
kim uśmieszkiem, jakby chciała podkreślić swoją odrębność i dać do zrozumienia, że
między nią a owym nieżyczliwym człowiekiem istnieje przepaść. Wyczuwałem w tym
domu atmosferę niezgody i zrobiło mi się przykro ze względu na dziecko.
— Pan z Londynu? — spytała kobieta, jakby chcąc zadośćuczynić za złe zachowa-
nie małżonka.
— Z Włoch — odrzekłem. — Tam się urodziłem i tam mieszkam, ale mój ojciec był
londyńczykiem.
— Och, jakże bym chciała pojechać do Włoch! I pan przyjechał tutaj, stamtąd?
W jej głosie słychać było niedowierzanie i pomyślałem sobie, że w porównaniu
z moją ojczyzną własna wydaje się jej gorsza. Już myślałem, że zaczyna się między nami
nawiązywać jakaś więź porozumienia i byłem z tego zadowolony, kiedy padł na nas
cień i w drzwiach stanął ten brutal, jej mąż, przyglądając się nam. Kobieta podeszła do
stołu, gdzie najwyraźniej przygotowywała jakieś ciasto, bo ręce miała oproszone mąką.
W milczeniu zajęła się swą pracą i znów wyczułem chłód nieżyczliwości.
— Właśnie zamierzałem się pożegnać — powiedziałem niezręcznie. — Jeszcze raz
po tysiąckroć przepraszam za mojego psa.
Rozejrzałem się, ale nigdzie nie było widać dziewczynki. Mężczyzna odsunął się, ro-
biąc mi przejście, lecz zatrzymałem się jeszcze przy stole i uśmiechnąłem do gospo-
dyni.
— Dziękuję pani. Czy będziemy jeszcze mieli przyjemność się spotkać? Spędzę
w Gimmerton kilka miesięcy.
Nie odpowiedziała mi, zajęta wyrabianiem ciasta, więc smutny i milczący posze-
dłem do drzwi wyjściowych. Bóg jeden raczy wiedzieć, kiedy znów będę miał okazję tu
przyjść; czy w ogóle odwiedzę miejsce upamiętnione w opowieści mojego ojca.
Łatek czekał przywiązany do słupka przed drzwiami. Odwiązałem go i włożyłem ka-
16
17
pelusz, patrząc mojemu odstręczającemu gospodarzowi prosto w oczy.
— Czy mógłbym poznać pańskie nazwisko? — spytałem i szybko się cofnąłem,
kiedy gwałtownie przysunął twarz do mojej, na odległość zaledwie kilku centymetrów,
i obnażył piękne, białe zęby.
— Powiedz im pan — nakazał — żeś widział Antoniego Heathcliffa, słyszysz pan?
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.